piątek, 17 października 2014



No i zrobiliśmy tak, jak sobie zaplanowaliśmy – zgubiliśmy się w tłumie kasztanów, utonęliśmy w morzu liści, wypchaliśmy kieszenie po brzegi jesienią, a na dowód zrobiliśmy zdjęcia.

„Mamo, a jak będziemy już dorosłe to możemy dalej mieszkać razem?”







płaszczyki - Mosquito

czwartek, 16 października 2014



Kiedy Deichmann i Domodi zaproponowali mi wystylizowanie laureatki konkursu w ramach wspólnej akcji Metamorfozy, nie wahałam się ani chwili. Uznałam, że to wyborny moment aby przemówił mój wewnętrzny Gok Wan.
Spodziewałam się, że na mojej stylistycznej kozetce zasiądzie jakaś Brigdet Jones i że będę musiała kopać głęboko, aby wydobyć z niej całe piękno.
Stało się inaczej, przypadło mi w udziale wystylizowanie Pocahontas...
Oczami wyobraźni widziałam Paulinę odzianą w skórę z samego Skazy dzierżącą włócznię.
Niestety showroom Pomada dysponował jedynie sztucznymi zwierzętami, co wyszło Paulinie na dobre, bo lampart jest o wiele bardziej na czasie niż oskórowany lew.
Tak oto warszawska dżungla wzbogaciła się o dwa drapieżniki – Paulinę w roli kocicy i mnie w roli dzikiego yeti/Wielkiego Ptaka/Cruelli de Mon (niepotrzebne skreślić).

Niemniej zabawa była przednia. Czasem po prostu trzeba przebrać się za Wielkiego Ptaka żeby poczuć się sobą, czyż nie?










POD TYM LINKIEM MOŻECIE OBEJRZEĆ WIDEO Z WYDARZENIA






PAULINA PRZED I PO METAMORFOZIE


NIE BYŁABYM SOBĄ... WYBACZCIE!



Dziękuję Wszystkim za świetną zabawę!

środa, 15 października 2014



Jeżeli szkocka to tylko krata na spódnicy! Jeśli sweter to rozkosznie puchaty!
Zwijcie mnie jak chcecie, szkockie yeti? Puszek okruszek? Ależ proszę uprzejmie!
Od dziecka kocham szkocką serwowaną na plisowanym wachlarzu. Świat i mąż nie podzielają mojej fascynacji. Trudno. Bywa, że nie rozumiem ani świata ani męża.
Fashion victim? Może i tak. Niewolnica szkockiej kraty? Z pewnością.

Co poza tym?
Dzieci wróciły od dziadków pogryzione przez komary. No, ale sami powiedzcie, czy można gniewać się na październikowego komara? Wszak komar to nosiciel lata.
Ogłaszam październik miesiącem amnestii dla polskich komarów!

W Ferrainowie wagary. Kot wyjechał, myszy harcują. Plan jest prosty - zgubić się w tłumie kasztanów, utonąć w morzu liści, zakląć jabłka w szarlotkę, wekować tę obłędną złotą jesień.







sweter - Unisono
spódnica i torebka - lumpeks
buty - allegro
zegarek - Daniel Wellington

środa, 8 października 2014



W domu zagościł teleskop. Dzieci są nim bardziej zafascynowane niż kosmosem. Dla mnie natomiast już sam teleskop to kosmos.
Teraz wszechświat jest trochę bliżej naszego tarasu i wydaje się, że można ugryźć lub pogłaskać księżyc. Księżyc zaś nie lubi być podglądany, szybko ucieka sprzed obiektywu i wtedy widać, że naprawdę mknie po niebie.
Są dziedziny, w których jestem kosmiczną niemotą. Prawdę mówiąc bliżej mi do kosmity niż do kosmologa. Gdy patrzę w nocne niebo słyszę chichot uniwersum i wiem, że gwiazdy mają ze mnie ubaw.
Przestrzeń kosmiczna mnie zawstydza, nie mogę wykrzyczeć gwiazdom żeby tak na mnie nie patrzyły, bo jestem tylko człowiekiem. Wszak są ludzie, którzy lepiej znają topografię Księżyca niż Ziemi i poradziliby sobie w kosmosie bez GPSA.
Ja bez GPSA czuję się w Warszawie, jak w kosmosie. Gdybym była gwiazdą też bym się ze mnie śmiała.

Wyszydzona bezlitośnie przez uniwersum, opuszczam taras i chowam się w tym swoim M5, moim bezcennym miejscu na kuli ziemskiej zawieszonej gdzieś tam w galaktycznej otchłani.
Jestem bojowo nastawiona, bo przecież sky ist the limit, na początek zrobię kosmicznie dobre naleśniki, zjem je na oczach gwiazd, zrobię im na złość!
Bo może nie postawię nogi na Księżycu, ale moje naleśniki zasilają poczet ziemskich przyjemności!
Nie jestem astronomem, ale mogę bez wstydu zwać się chemikiem kulinarnym, bo wiem, że mąka mleko, jaka i cukier razem, łączą się w gęstą masę i wylane na rozgrzaną patelnię dają naleśnika!
Biorę patelnię na taras żeby szarmancko przerzucić mącznego placka na drugą stronę na oczach gwiazd i nic!
Cholerny naleśnik wczuł się i przywarł do patelni niczym stęskniony kochanek. Ale nie że się lekko przykleił i wystarczy go podważyć, on stał się częścią patelni! Teraz mogę na nim smażyć.
Właśnie awansowałam na naukowca, bo wymyśliłam nową powłokę dla patelni! Teraz wybór jest większy – teflonowa, ceramiczna i naleśnikowa, wymyślona przez skromną matkę trójki dzieci z Lublina. Dajcie mi Nobla, zaimponuję gwiazdom!

Zażenowana kończę przedstawienie na tarasie, czuję że zaraz gwiazdy obrzucą mnie meteorytami. Wracam do kuchni. Nie z patelnią, ale na patelni.

Ludzie latają w kosmos, a ja ku**a poległam w walce z naleśnikiem.
Brawa dla Ferreiry za ten kosmiczny popis umiejętności.

Sky is the limit and so is naleśnik.







płaszcz i szalik - Unisono
spodnie - Mango
botki - Primamoda
troba - Paulina Schaedel
Zegarek - Daniel Wellington

niedziela, 5 października 2014



Poranne wiadomości radiowe zmiażdżyły mnie informacją, że teraz Edyta Górniak ma dłuższe siekacze, proporcjonalne w stosunku do nieproporcjonalnie wielkich w stosunku do reszty twarzy ust.
Siekacze Edyty Górniak bezlitośnie poszatkowały mój mózg na drobne kawałeczki. Poczułam, że część mózgu będąca śmietnikiem zatrważająco zwiększyła swoją powierzchnię.
Niech ktoś odetnie mi dopływ wiadomości! - zakrzyknęłam błagalnie.

Decyzja Edyty do przedłużenia zębów, jak włosów, mnie także zainspirowała do bycia piękniejszą.
Co prawda w domowych warunkach trudno zrobić coś z zębami, poza roztrzaskaniem ich o twarde płytki w kuchni, dodatkowo jakiś wewnętrzny głos, nie wiem rozsądek? Intuicja? Podpowiadał, że brak siekaczy mógłby niekorzystnie odbić się na moim wyglądzie.
Zostawiłam więc zęby w spokoju. Uznałam, że największy wpływ mam na własną garderobę.

Podręcznik Kobiety Eleganckiej z 1922 roku rzecze:

„Jest wiele kobiet, które pod pretekstem oszczędności, gdy tylko wrócą do domu zdejmują suknię, gorset i ładne dessous*, aby się odziać w stara spódnicę, lichą koszulę i brzydki peniuar**.
Gdy mąż wraca wieczorem po całodziennej pracy i radby ujrzał trochę wdzięku i elegancji, znajduje przy sobie jakieś stworzenie bezkształtne i źle ubrane. Wielkim błędem wielu kobiet jest myśl, że skoro się już raz zdobyło męża, można dalej nie dbać o mnóstwo szczegółów tualetowych. Pod pozorem, że kobieta żyje wyłącznie w domu, nosi się zniszczony peniuar i przydeptane pantofle, pod pretekstem cnoty kobieta kładzie koszulę z płótna z jakiego można by szyć worki, brudny gorset i licha spódniczkę...
A później dziwią się te kobiety, że męża ich usidli pierwsza lepsza w sukience za pięć tysięcy marek.”

Mija sto lat, Ferreira wraca do domu, odziera się ze szlachetnej garderoby, przywdziewa liche łachmany, zadziera mizerną kiecę i lezie do garów.
Być może gdyby moim mężem był Rober Kupisz, byłby zachwycony kloszardem w kuchni. Niestety pan Ferreira jest tradycjonalistą i lubi swoją żonę w bardziej kobiecym wydaniu.

Nie jestem zdania, że dla faceta trzeba się poświęcać. Nie zamierzam przedłużać zębów, prasować twarzy czy tłoczyć silikon w klatkę piersiową. Uznałam jednak, że sytuacja w której pan Ferreira prezentuje się lepiej niż pani Ferreira jest niedopuszczalna! Na myśl o sąsiadach szepczących po kątach „on taki piękny, ona taka łachudra!”, doznałam mdłości. Oczami wyobraźni widziałam stado rozjuszonych kobiet, każda w sukni za tysiące marek, czyhających na mojego małżonka.

Z ogromnym żalem więc poczęstowałam śmietnik stertą łachmanów, której nie powstydziłby się ani górnik, ani murarz.
Nauczyłam się gotować z wdziękiem, sprzątać z gracją i dbać o dom w sposób nieco bardziej wytworny.
Ulżyło mi, nikt nie wyrzuci mnie z własnego domu sądząc, że jestem bezdomna, nie dostanę zawału na widok włóczęgi w lustrze i na dźwięk domofonu do drzwi.

*dessous - w tym znaczeniu bielizna.
**peniuar - okrycie wierzchnie przeznaczone do noszenia w sypialni.











trencz - Sheinside
bluzka - Unisono
dżinsy - lumpeks
szpilki - allegro (kupowane sto lat temu, nie pytajcie o sprzedawcę, nie mam pojęcia)
torba - Paulina Schaedel
biżuteria - Apart
zegarek - Daniel Wellington (na hasło "missferreira" dostaniecie 15% zniżki podczas zakupów)