czwartek, 30 lipca 2015



Przyjechali. Rzucili urok na miasto. I zostawili je urzeczone. Tak po prostu. Znowu tu byli Sztukmistrze. Znowu były harce na niebie, tańce na ziemi, hulańce, swawole!
Znowu deptakiem popłynęła wartka rzeka ludzka, znowu pozwoliliśmy się jej ponieść!
Znów był Carnaval Sztukmistrzów i znowu mi smutno, że muszę mówić o nim w czasie przeszłym.

Ale zacznijmy od początku.
Sztukmistrzowanie zaczęliśmy od słonecznej kąpieli na miejskiej plaży. Dzieci rozpaczały, że nie pozwalam im nurkować w fontannie, wszak to ich naturalne środowisko! Ostatecznie pozwoliłam zadecydować swojemu wewnętrznemu dziecku, które na co dzień ma zakneblowane usta (na wszelki wypadek). Negocjacje pomiędzy moim wewnętrznym dzieckiem i zewnętrzną trójką doprowadziły do ugody. Strony wyraziły zgodę na wejście do wody, z wyłączeniem picia jej oraz nurkowania. Sprawiedliwości nie stało się zadość, albowiem Lolek dzięki wzrostowi godnemu dorodnego krasnala, zanurzył się niemal cały, podczas gdy Zbyniowi ledwo zakryło kostki.
Kompromis znaleźliśmy pobliskim Placu Zabaw Niezwykłych, gdzie każde dziecko, bez względu na wzrost, znalazło coś dla siebie. Były wyścigi ślimaków, zjeżdżanie „prawie na sankach”, magiczne rysowanie i skrzynia zmysłów. Cuda niewidy.
Nacudowani po uszy, obraliśmy za cel Stare Miasto. Miejska legenda głosiła, jakoby działy się tam rzeczy o jakich słyszeli tylko najstarsi sztukmistrze. Postanowiliśmy to własnoocznie zweryfikować.
I faktycznie, stare kamienice na Rynku powleczone były pajęczyną, po której z zwinnie stąpały pająki przebrane za ludzi... Tłum wzdychał z zachwytu, a my parliśmy dzielnie do przodu, gdzie na Palcu po Farze suto mydliły się bańki i pękały niczym marzenia ludzkie w zderzeniu z arsenałem parasoli beztrosko kołyszących się na wietrze.
Staliśmy, jak urzeczeni susząc oczy do łez i rejestrując w głowach ten obłędny widok.
A potem poszliśmy dalej hej w Lublin, karmiąc miejską legendę o dziwach, jakie mają miejsce na Starym Mieście.

Tymczasem na Błoniach pod zamkiem spotkaliśmy dalekich krewnych – kuglarzy, którzy odkrywali tajniki swej sztuki za symboliczny uśmiech. Dzieci mogły więc bezkarnie robić wszystko to czego w domu zabraniam, jak chociażby rzucanie talerzami czy eksperymenty z hula-hop (kto doświadczył hula-hop uderzającego o parkiet, ten wie o czym mówię).
I tak stąpaliśmy ochoczo po deskach ulicznego teatru, czasem będąc widownią, a czasem aktorem. Zgodnie z protokołem gubiliśmy się w tłumie i legalnie traciliśmy rozum.

A potem przyszła burza, w płaszczu z błyskawic. Nad Lublinem zebrały się czarne chmury i pociemniało...
Ale legenda miejska głosi, że było to kolejne dzieło Sztukmistrzów.




















Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7





poniedziałek, 27 lipca 2015


Z Dziennika Bezkarnych Przyjemności, 27.07.2015

1. Śniadanie na tarasie.
2. Spacer na zdrowie.
3. Lody na ochłodę.
4. Plac zabaw na Wallenroda.
5. Chłodnik na obiad.
6. Pływanie na basenie.
7. Naleśniki na kolację.
8. Bajka na dobranoc.
9. Wieczór na tarasie.

Po prostu życie „all inclusive”.

PS A na deser zdjęcia!





Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7




top i buty - Mango | spodnie - Zara % | torba - sklep-torebki.pl | łańcuszek - Apart | zegarek - Daniel Wellington

piątek, 24 lipca 2015


Jeśli dane nam będzie kiedyś wystąpić w jakimś teleturnieju to na wszelki wypadek zapamiętajcie, że po pierwsze primo bardzo lubię gotować, a po drugie primo uwielbiam tarty.
Tarta to takie podstępne danie, bo nawet człowiek, który na co dzień ma problem z upichceniem kubka herbaty, zrobi je ze szczyptą dobrej woli. Co więcej, znajomi zaczną rozpływać się nad marnowanym talentem kulinarnym. Kiedy więc czuję się niedopieszczona, a goście w drodze, stawiam na tę tartę. Niestety, ja poczęstowałam nią już chyba wszystkich i czas na nowe danie popisowe, albowiem nie chcę żeby przyległa do mnie łatka kucharki jednego dania.
Ale Wy macie dziś szczęście, kulinarne peany dopiero przed Wami.

Muszę się pochwalić, że sama wymyśliłam tę tartę. Nie twierdzę, że gdzieś tam odmętach internetu nie istnieje przepis na identyczną, niemniej nie korzystałam z przepisu.

Oto lista składników na spód:

1. 1,75 szklanki mąki pszennej (może być pełnoziarnista)
2. 150 gram masła (czyli niecała kostka)
3. Jedno jajko
4. Szczypta soli

Lista składników na nadzienie:
1. Śmietana 18% duża (dla dbających przesadnie o formę może być jogurt ;))
2. Mały jogurt
3. Cztery jajka
4. 10 plasterków wędzonego boczku
5. 6 ząbków czosnku
6. 1 pomidor
7. Świeża bazylia i tymianek (jeśli nie macie świeżych ziół mogą być te z torebki)
8. Czerwone pesto – opcjonalnie, ale jeśli chcecie np. wedrzeć się przez żołądek do czyjegoś serca, obligatoryjnie!
9. Sól i pieprz



Wykonanie spodu.
Spód do tarty jest kluczowy! Musi być chrupiący i dopieczony. Próbowałam wielu różnych sposobów na ciasto, ten jest najlepszy i niezawodny.

Mąkę, pokrojone masło i szczyptę soli wrzucamy do miksera, kiedy składniki zbiją się w grudki dodajemy całe jajko. Kiedy masa stanie się gładka, lepimy z niej kulę i na godzinę zamykamy w zamrażarce.
Po tym czasie wyjmujemy kulę, czekamy aż odrobinę zmięknie tak żeby móc pokroić ją w plastry.
Następnie dokładnie wylepiamy nią formę, robimy dziurki (to bardzo istotne, inaczej masa może urosnąć niczym biszkopt, a tego nie chcemy!) i wstawiamy do lodówki.
Teraz spokojnie bierzemy się za nadzienie.

Wykonanie nadzienia.
Do miski wrzucamy śmietanę, jogurt (opcjonalnie starty ser), 3 zgniecione ząbki czosnku, sól i pieprz. Wszystko mieszamy i próbujemy, jeśli masa jest dobrze doprawiona, dodajemy jajka i ponownie mieszamy.
Teraz na patelni podsmażamy pokrojony boczek, dodajmy pozostałe trzy ząbki czosnku (oczywiście nie w całości!). Kiedy boczek jest gotowy wrzucamy garść świeżych posiekanych ziół.
Pomidory kroimy w plastry.


Piekarnik nastawiamy na 190 stopni C. Kiedy się rozgrzeje, wstawiamy nasz spód i pieczemy ok 20 minut. Spód musi się zarumienić i to tak konkretnie, 20 minut może nie wystarczyć.
Kiedy jest już rumiany, wyjmujemy go z piekarnika, a temperaturę ustawiamy na 160 stopni C.
Na gorący spód delikatnie wylewamy śmietanową masę (jest bardzo wodnista, wiem! Nie ma się czym martwić, taka ma być) i wstawiamy ponownie do piekarnika na ok 10-15 minut. Chodzi o to żeby masa odrobinę zgęstniała i pomidory, które za moment na niej ułożycie, nie utopiły się.
Po tym czasie wyjmujemy prawie gotową tartę z pieca, dokładamy boczek, na wierzch pomidory i kolejna garść świeżych posiekanych ziół. Tarta wędruje teraz do pieca na kolejne 10 minut.
Po tym czasie, wyłączcie i uchylcie piec, pozwólcie tarcie jeszcze chwilę tam posiedzieć.

Dla efektu „wow” przed samym podaniem, posmarujcie tartę pomidorowym pesto i posypcie ziołami (jak na ostatnim zdjęciu).

Voila! Teraz możecie już pieścić swoje kubki smakowe pyszną tartą, a uszy komplementami.



Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7

środa, 22 lipca 2015



Lolek zdmuchuje świeczki na torcie urodzinowym.
- A teraz pomyśl życzenie. Czego najbardziej byś sobie życzył?
- Najbardziej bym sobie życzył tortu.

***

Lolek: Mogę skoczyć z łóżka (piętrowego)?
Ciocia: No coś ty! Zrobisz sobie krzywdę!
Lolek: Skoczę bardzo powoli...

***

Szukamy telefonu Majkela.
Ja: Czekajcie, zadzwonię do taty.
Ąfel: Nie dzwoń do taty, bo on nie wie gdzie jest jego telefon.

***

Dzieci bawią się w sklep.
Ąfel: Ile to kosztuje?
Zbynio: Osiemset milionów.
Ąfel: Lolek, podaj mi portfel.

***

Ja (rozczulona): Jesteś taki śliczny!! Wyglądasz jak rumiane jabłuszko...
Lolek (beznamietnie): A ty jak ziemniak.

***

Lolek porywa moją bluzkę i pyta:
- Mamo, mogę przymierzyć te sukienkę?
Na co ja, lekko poirytowana, bo raz że późno, dwa że to nie sukienka, więc mówię :
- Nie, nie możesz tego przymierzyć, bo ani nie jesteś dziewczyną ani... - tu brakuje mi słów, nie wiem czy zaczynać dyskusję, że to nie sukienka, na co Lolek zszokowany:
- Ani chłopakiem?!!










Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7






top i spódnica - c&a | buty - New Balance 410 | torba - Paulina Schaedel | biżuteria - Apart

niedziela, 19 lipca 2015



Noc letnia czeka cierpliwie,
czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
On się srebrliwie rozpływa
w rosie porannej, w zapachu ziół.

Jak pięknie!

(Józef Czechowicz, „Poemat o mieście Lublinie”)




Hej Miasto!
Za moment wybije 23, a ty mnie znów kokietujesz. Rześkim podmuchem, koncertem cykad, zorzą świateł miejskich, ludzkim bełkotem nocnym. Wylegujesz się beztrosko na moim ciepłym tarasie.
Biorę Cię w ciemno, biorę Cię za dnia. Wszytko Ci ostatnio wybaczam. Migdalę się z Tobą w zaułkach, czulimy się w bramach, sumiennie wydeptuję Twoje chodniki, wysiaduję Twoje murki, wyleguję Twoje trawniki.
Chwalę się Tobą. Warszawa mówi, że dobrze karmisz i dziwi się, że jesteś nocnym markiem.

O Miasto Moje! Noc jeszcze młoda, chodź potętnimy razem!





kombinezon - Unisono | torba - Pulina Schaedel | zegarek - Elixa Apart | bransoletka - Bracelet Shop | okulary - c&a








Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7




Wspaniałe wieści!
Nadciągają sztukmistrze z całego świata. Już w najbliższy czwartek rozwieszą swój podniebny deptak i zwiększą ruch na nieboskłonie. Znowu lubelskie kamienice zapłoną zorzą lipcową, na każdym rogu spotkasz kuglarza i artystę ulicznego. Lublin zamieni się w gigantyczny teatr, gdzie łatwiej o aktora niż przechodnia, a jeśli chcesz zgubić się w tłumie musisz być wybornym dziwakiem.

Uwielbiam ten czas!
Stolica kuglarzy przenosi się nagle do Lublina. Bo właśnie tu odradza się sztuka nowego cyrku, a CARNAVAL SZTUKMISTRZÓW jest największym w swojej kategorii w Europie.
W tym roku odbędzie się już po raz szósty, w dniach 23-26 lipca.
I jeżeli macie ochotę połknąć trochę ognia i pobyczyć się na Miejskiej Plaży to nie może Was zabraknąć. Dzieciom polecam Klanzowe Miasteczko Zabaw Niezwykłych, a dorosłym Klub Festiwalowy. Zapraszamy do centrum cyrkowego wszechświata.
Zapraszamy do Lublina!

Program imprezy znajdziecie TU.