MÓJ LUBLIN...


Bywam wściekała na to miasto. Wyrzucam mu, że nie jest Londynem. Że w nocy śpi, że jest konserwatywne, że bywa małomiasteczkowe, że nie ma poczucia humoru, że jest za ciche, za małe, za leniwe.
Kłócimy się i w nerwach krzyczę „zamieniłabym cię na jakiekolwiek inne miasto, słyszysz?!”.
Ale Lublin się nie obraża, „tak mówisz?” pyta.
Puszcza do mnie oko i zaczyna grać tę obłędną sonatę miejską, którą tak kocham. Sonatę szeptów i słodką dla ucha kakofonię ludzkich dźwięków. Uwodzi mnie szumem, pieści zapachem rozgrzanego asfaltu...
Zaczynamy się godzić. Przypominam sobie, że wcale nie jest szare, jest takie oszałamiająco zielone, istna dżungla miejska.
Nie jest nudne, jest spokojne. Zimą zapada w sen, ale latem potrafi przyprawić o zawrót głowy.
Stare miasto kipi w szwach, z knajp leje się suto na deptak siarczysty śmiech ludzki. Pod parasolami gęsto, na schodach siedzą hipsterzy, rodzice pokazują dzieciom Lublin wieczorową porą, na murkach odpoczywają starsi ludzie zmęczeni rozgrzanym miastem. Na Placu Litewskim od wieków buntuje się młodzież.
Po kątach kwitnie miłość, dziś ktoś zasmakuje pierwszego pocałunku.
Ona z koślawym makijażem idzie na randkę z Nim. On ma tylko 20 zeta w kieszeni, zaprosi ją na gofry. Wstydzą się. On patrzy pod nogi, ona patrzy w niebo. Nieśmiało zahaczają o siebie dłońmi...

Kończy się lipiec.
Jeśli spojrzysz do góry zobaczysz pajęczynę lin, po której bardziej lub mniej pewnie stąpają ludzie. To Sztukmistrze.
Bohaterowie Carnavalu. Lublin świętuje i bawi się. Na każdym rogu spotkasz kuglarza, każda ulica zaskoczy Cię innym spektaklem.
Dziś Lublin to trochę cyrk, a trochę teatr. Dziś Lublin to Miasto Inspiracji.
Dziś kocham Cię Lublinie, ale kto wie co będzie jutro...

Burzliwy jest nasz romans Lublinie...

PS W tym roku w Lublinie odbywa się piąta edycja Carnivalu Sztuk – Mistrzów. Patronem imprezy jest Jasza Mazur – bohater powieści „Sztukmistrz z Lublina” autorstwa Isaaca Singera. Jasza był uwielbianym przez publiczność akrobatą.
Sztuk – Mistrz to ktoś kto w sztuce ulicznej osiągnął prawdziwe mistrzostwo.
Każdego roku, w dniach 24-27 lipca Lublin zamienia się w miasto zabawy i kolebkę ulicznych artystów. Jest naprawdę magicznie.




























MOJE ŻYCIE JEST FAJNE...


Dialogi i monologi. Czasem mam wrażenie, że są solą życia rodzinnego, jeśli nie solą to pieprzem na pewno. Dziś mam dla Was świeżą porcję kultowych tekstów z Ferrainowa, całość okraszona obrazkami, które jak zawsze - nijak mają się do treści.


***
Majkel:
- Nic na to nie poradzę, po prostu niewiele rzeczy mnie śmieszy. W szczególności żarty mnie nie śmieszą.

***
Ąfel:
- Mamo, możemy się tam same zaprowadzić?

***
Moja mama:
- Dostałaś mojego esemesa?
- Nie...
- Aaa, bo już ci nie wysyłałam...

***
- Sofijko, co trzymasz w rączce?
- Muchę umartą.

***
Majkel:
- Boże, jaka szkoda, że w życiu jest tak niewiele momentów, kiedy można się aż tak bardzo śmiać.

***
Zbynio:
- Boże dziękuję ci, że przyszły do nas ciocie i przyniosły nam tyle słodyczy.

***
- Mamo, skąd nie masz tej torebki?

***
Majkel: O kurde, źle się czujesz kochanie?
Ja: Nie, dlaczego?
M: Nie no, tak tylko pytam.
Ja: Co?! Źle wyglądam?!
M: Nie! No coś ty, jesteś piękna, tylko masz gorszy dzień.

***
Pomidor ci fallen on the floor.

***
Majkel:
- Kurde zmywarka to jest genialny wynalazek. No jak dla mnie to ten sam poziom co ogień.

***
Zbynio:
- Mamo, okazało się że ten chłopak co siedział obok mnie na placu zabaw, to była dziewczyna!

Ąfel:
- Moje życie jest fajne...







top - Front Row Shop | torba - bezimienna | sandały - Mango | spódnica - Sheinside


Dziewczyny, w salonie GALATEA w Lublinie na hasło "Miss Ferreira" dostaniecie zniżkę -10% na manicure hybrydowy oraz -20% na zabieg peelingu kwasem migdałowym wraz z maską.


JEZIORO


Wczorajszy żar lejący się gęsto z błękitnego nieba postanowiliśmy ugasić w pobliskim jeziorze.
Pewnie to znacie.
Po wodnej tafli snuje się leniwie zapach kiełbasy. Na grilu pieką się swojska i podwawelska, na plaży smażą się ludzie. Stylistycznie z patriotycznym pazurem - dominują barwy narodowe – jest biało-czerwono, w różnych konfiguracjach.
Miss Plaży z właściwym sobie wdziękiem opowiada rozkoszne głupoty ku uciesze adoratorów. Nie ma rajbanów, ma smokey eyes. Ona nie zostanie dziewczyną surfera – ma idealnie ułożone, nieskalane mokrością włosy.
Panowie dumnie prężą swoje klaty godne młodych gniewnych bocianów. Po molo kroczą dorodne brzuchy z sześciopakami piwa.
Jest światowo, w zgodzie z najnowszymi trendami. Moda z łóżka przywędrowała na plażę. Mężczyźni wiedzą, że klasyczne kąpielówki trzeba zastąpić slipami. Mile widziane białe przyciasne lub oversizy.

„Na teren ośrodka ścisły zakaz wstępu osobom nieupoważnionym” - krzyczy znerwicowana tabliczka obgryziona przez rdzę.
Ośrodek wypoczynkowy Czerwony Lew broni się przed gośćmi.

Po mętnej wodzie niesie się szum. To trzcina nuci błogą melodię, to młodzież śle w świat siarczystą polszczyznę.
Tu i ówdzie ktoś podlewa jezioro.
Jest swojsko. Jest dobrze.








sukienka - Preska | torba - bezimienny prezent od mamy | buty - Nike via Domodi | zegarek - Apart Elixa |
manicure - GALATEA