poniedziałek, 27 kwietnia 2015



Pamiętam jakby to było wczoraj. Wiejska biblioteka. Od progu obłędny zapach tysiąca zmęczonych książek, cisza przerywana śpiewem ptaków, szmerem podłogi, szelestem drzwi. I pani bibliotekarka, najmilsza osoba na świecie troskliwie reanimująca każdą dogorywającą książkę. I jeszcze ja, zgubiona pośród regałów, łapczywie szukająca literki „l”. L jak Lindgren. Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn, Pippi Pończoszanka, Bracia Lwie Serce ( pierwsza książka w moim życiu, którą pobrudziłam łzami).
L, ł, m... Montgomery, Lucy Maud. Ania z Zielonego Wzgórza połyskująca nowością na tle książkowego plebsu, nadszarpniętego zębem wszelakim i pieszczonego tłustymi palcami.
Ale ja wolę plebs, mam słabość do książkowych kalek, do tych po transplantacji okładki i transfuzji kartek. Do tych, w których więcej jest śladów ludzkiego dna niż liter, uwielbiam te pożółkłe czasem.
Ania to pierwsza książka, z którą spędzam noc i witam wschód słońca. Kiedy kończę czytać ostatnie zdanie całej serii, płaczę niemal tak rzewnie, jak przy Braciach Lwie Serce. Przeklinam dzień, w którym pośród sennych regałów wpadłam na literkę M, jak Montgomery. Już nigdy nie przeczytam Ani po raz pierwszy.
Ale jest jeszcze Musierowicz, ogromna pociecha po utraconej Ani.
Powoli odkrywam mroczniejsze zakamarki biblioteki – na uboczu, w nieuczęszczanej alejce czai się ponury regał, gdzie tłoczą się szczelnie ułożone kryminały. Tak poznaję Agathę Christie, z którą szybko robię czarne interesy. Do domu szmugluję pisane krwią woluminy. Robię się podejrzliwa i przestaję ufać sąsiadom.
W końcu zakochuję się w mężczyźnie, nazywa się Erich Maria Remarque. I wtedy dociera do mnie, że książki to litery i łzy. Remarque zostawiam dla Kapuścińskiego (lata później szlag mnie trafi, że koloryzował, ale szybko mu wybaczę, kto nie koloryzuje niech pierwszy rzuci kamieniem!)
Po Kapuścińskim odkrywam Herlinga-Grudzińskiego, tak trafiam do książkowych łagrów i obozów, które na zawsze uczą mnie, że jeśli nie będę umiała docenić dobrej książki, pysznej kawy i pięknych kwiatów to nigdy nie będę szczęśliwa.

Na moim osiedlu jest biblioteka z wczoraj. Pachnie tak samo, jak ta z dzieciństwa. Obejrzycie wystawę z pomalowanego farbami makaronu i ręcznie robione „gazetki” o pisarzach.
Jest też pani bibliotekarka – najmilsza osoba na świecie, czule nadająca książkom kolejne życia. Panuje dokładnie ten sam zapach i wielmoży się cisza. I byłam tam kilka dni temu ja – łapczywie szukająca szlachetnych liter.

Jeśli znajdziecie coś lepszego niż dobra książka, pyszna kawa i piękne kwiaty to koniecznie dajcie mi znać!


piątek, 24 kwietnia 2015


- Wyglądasz, jak sierota mamo – oznajmił wczoraj ze spokojem Pan Lolenty, po czym opuścił toaletę zostawiwszy mnie sam na sam z tą parszywą czułostką. Niewątpliwie wymagałam lekkiej kosmetycznej troski, już dawno pogodziłam się tym, że hasztag #nomakeup mnie nie dotyczy. Zdjęcie mojego roznegliżowanego lica na instagramie, muśniętego jedynie ospałością nocną, byłoby niczym rzucenie granatu pośród białe talerze z precyzyjnie wydzierganą jarmużową instalacją.
Żal tych talerzy i nie ma co rzucać świni między perły.
Odpaliłam więc po rumieńcu na każdym policzku, zasiliłam światową populację rzęs wachlarzem własnych i dorysowałam usta w miejscu gdzie ich brakuje.
„Sierota, pfff...” - zakasowałm Lolka w myślach tą ciętą ripostą po czym uświadomiłam sobie, że nogi w odcieniu alabaster/gips były modne ostatnio w średniowieczu, a teraz mamy dopiero lata 70te i chociaż mój szafiarski honor wymaga umiejętności antycypowania trendów to jednak są jakieś granice.
Szczęśliwie posiadam specyfik, który w mgnieniu oka zamienia gips w smagły #glow. Rozlałam więc więc tę sztuczną opaleniznę po moich alabastrowych nogach uzyskując może nie tyle ponętny brąz ile sepię, wtedy właśnie do łazienki ponownie zajrzał Lolek i bezlitośnie rozstrzelił mnie pytaniem „mamo, dlaczego smarujesz się keczupem?”.
#keeptrying

***

„I lakieru do włosów chciały dziewczęta, i tuszu do rzęs, i lakieru do paznokci.
W łóżkach pod poduszkami leżało sześć pudełek z tuszem do rzęs. Sześć dziewcząt pluło do pudełek i mieszało sadzę wykałaczką, póki nie oblepiło jej czarne ciasto. Potem otwierały szeroko oczy. Wykałaczka drapała powiekę, rzęsy robiły się czarne i gęste. Jednak po godzinie pojawiały się na nich szare plamy. Ślina wysychała i sadza opadała na policzki.
Dziewczęta pragnęły sadzy na policzkach, sadzy do rzęs (...)”
(Herta Muller, "Sercątko")






Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7

sweter - Mosquito | spódnica - Front Row Shop | szpilki - allegro | torebka - Paulina Schaedel | zegarek - Daniel Wellington
okulary - Ray Ban 4165 Justin, 710/13 - chętnie sprzedam (info na maila - misscferreira@yahoo.com)

poniedziałek, 30 marca 2015



Mamo, prawda że jeszcze nie jest "już"?

***

Rozmowa z mężem.
Ja: Ta znajoma W., która mnie nie lubi, wiesz która?
On: Nie wiem, tyle dziewczyn cię nie lubi, że nie wiem o którą ci chodzi.

***

Mamo! Wymyśliłam rym! Tata-szmata!

***

Mama ma już niedużo czasu do umrzenia.

***

Lolek:
-Jestem jeszcze za malutki żeby nosić sukienki.

***

Mąż:
Bo ja jestem zabawny w sposób nieoczywisty, nie tak jak ty - praktycznie klaun.

***

Mamo, a kiedy będzie pogrzeb dziadków?

***

Lolek:
-Mamo, Marynia mnie zbiła... Nieważne to dłuższa historia.

***

-Mamo, idziemy już spać?
-Nie kochanie, jest środek dnia.
-No tak, zapomniałam!

***

Lolek do Ąfla:
-Jesteś gupia, ale ładna.












Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7

koszula, spodnie i płaszcz - Unisono | kardigan - Preska | torba - sklep-torebki.pl | łańcuszek - Apart | sztyblety - Vagabond | pasek - lumpeks
zegarek - Danie Wellington, do 31.03.15 na hasło MISS_FERREIRA dostaniecie 15% zniżki

czwartek, 26 marca 2015


Drogi Księżycu,

podglądam Cię ostatnio... Jesteś tak rozkosznie pogryziony! Doskonale to rozumiem, bo kiedy patrzę na Ciebie, sama mam ochotę Cię ugryźć.
Muszę Ci coś wyznać, wolę żebyś usłyszał to ode mnie niż przyłapał mnie na gorącym uczynku, lub dowiedział się przypadkiem... Niedawno podziwiałam też inne księżyce, księżyce Jowisza. Jednak nie ma powodów do zazdrości, bo Ty jesteś jedyny, a tamci są trzej. W dodatku Ty jesteś na wyciągnięcie ręki... Gdybym się uparła, mogłabym Cię pocałować.
I wiesz, zastanawiam się, bo mówią że w Kosmosie nie ma grawitacji, a mnie Kosmos tak bardzo przyciąga.
Z tej okazji obejrzałam film „Interstellar”, który trwał trzy godziny, ale miałam wrażenie jakby upłynęło w tym czasie siedem lat ziemskich. No w każdym razie, nie oglądaj go, bo nie wiem ile to lat księżycowych, ale z pewnością kosmiczne nudy. Chciałam Ci powiedzieć, że Ty i ten cały kosmiczny amfiteatr jesteście sto razy lepsi niż hollywoodzkie produkcje.

Tymczasem zajmuję się sprawami okołoziemskimi. Jak chociażby wczoraj - postanowiliśmy wchłonąć całe ciepło pierwszego prawdziwie wiosennego dnia, bezwstydnie migdaliliśmy się ze słońcem, wybiegaliśmy nogi na palcu zabaw, wychodziliśmy buty na spacerze, wymarszczyliśmy twarze mrużąc oczy i śmiejąc się nieopatrznie, a na koniec kupiliśmy kilo mandarynek na kolacje, a co tam!
Wracaliśmy do domu, kiedy już byłeś na niebie Drogi Księżycu, w swojej majestatycznej połowie i płaszczu z mglistej aureoli. Zahipnotyzowałeś nas tak bardzo, że nie zauważyliśmy, kiedy nasza kolacja wymknęła się z siatki, którą niósł Lolek. Kilo mandarynek skurczyło się do dwóch sztuk. Cóż mogliśmy zrobić? Zawróciliśmy tym mandaryńskim szlakiem szukając naszych owoców, które jak się okazało beztrosko wylegiwały się na przecznicach i chodnikach.
Sam widzisz Miły Księżycu, sprawy wielkiej grawitacji...









Zdjęcia wykonane aparatem Olympus PEN E-PL7

sweter - Unisono | spodnie - New Yorker | szpilki - allegro | torba - Paulina Schaedel | biżuteria - Apart
zegarek - Danie Wellington, do 31.03.15 na hasło MISS_FERREIRA dostaniecie 15% zniżki

poniedziałek, 16 marca 2015




Gdy miałam sześć lat, zobaczyłam pewnego razu straszny obrazek w książce opisującej świat dzieci i świat dorosłych. Książka nazywała się „Mały Książę”. Obrazek przedstawiał węża boa, trawiącego słonia.
Potworna ilustracja zrobiła zamęt w mojej sześcioletniej głowie, bezbronne małe słoniątka uwięzione w wężowych trzewiach spędzały mi sen z powiek. Dorośli nie rozumieli moich problemów, dużo bliżej były kwestie o wiele bardziej materialne niż rzeź słoniątek gdzieś na końcu świata.
Zrozumiałam, że dopóki mam sześć lat żaden dorosły nie pozwoli mi ruszyć na ratunek słoniom. I wtedy okazało się, że dramatyczna walka o przetrwanie toczy się nie tylko na końcu świata, ale zaledwie obok mnie! Głupie żaby w oparach feromonów, bezmyślnie złożyły skrzek w płytkim kanale. Gdy przyszły majowe upały, kanał zamienił się w patelnię! A skrzek miał zamienić się w jajecznicę! Gdy tylko to pojęłam, dotarło do mnie, że los kijanek jest w moich rękach i nie mam prawa skazywać ich na straszną śmierć przez usmażenie. Mozolnie, wiaderko po wiaderku przerzucałam kijanki do pobliskiego stawu.
Gdy zapadł zmrok wróciłam do domu i z politowaniem patrzyłam na dorosłych – mamę prasującą stertę ubrań i tatę sumującym rachunki. Doprawdy, pochłonięci byli tak ziemskimi sprawami, podczas kiedy ja uratowałam dziś tysiące żabich istnień...
„Dorośli są bardzo dziwni” - myślałam obiecując sobie w duchu, że kiedy będę miała już własne dzieci to będę siedzieć z nimi po pas w błocie, stworzę nieograniczony dostęp do słodyczy, będę pozwalać na wszystko oraz wyruguję z ich życia wszelkie zakazy i kary.


„Mamo, dlaczego Bóg stworzył Putina?” - zapytał Zbynio, który nigdy nie porzuca raz zadanego pytania.
Nie wiem – zawahałam się.
Nie wiesz? Przecież jesteś dorosła!

Jestem dorosła.
Jestem Królem.
Jestem Próżnym.
Jestem Bankierem.
Jestem Geografem.

Wyjdę dziś z domu bez sprzątania i zajmę się rzeczami najważniejszymi – szukaniem pierwszych kwiatów, oswajaniem lisa, rysowaniem baranka, rozmawianiem z echem i oglądaniem zachodu słońca.

Dziś będę Małym Księciem, a Wy? Jakie macie plany?











Zdjęcia wykonane aparatami Olympus: PEN E-PL7 i OM-D E-M5



kardigan (United Colors of Benetton), 19zł i dżinsowa kurtka, 1zł - lumpeks | dżinsy - Unisono | torba - Paulina Schaedel | futrzany szal - Medicine % | botki - Prima Moda
zegarek - Danie Wellington, do 31.03.15 na hasło MISS_FERREIRA dostaniecie 15% zniżki