JEZIORO


Wczorajszy żar lejący się gęsto z błękitnego nieba postanowiliśmy ugasić w pobliskim jeziorze.
Pewnie to znacie.
Po wodnej tafli snuje się leniwie zapach kiełbasy. Na grilu pieką się swojska i podwawelska, na plaży smażą się ludzie. Stylistycznie z patriotycznym pazurem - dominują barwy narodowe – jest biało-czerwono, w różnych konfiguracjach.
Miss Plaży z właściwym sobie wdziękiem opowiada rozkoszne głupoty ku uciesze adoratorów. Nie ma rajbanów, ma smokey eyes. Ona nie zostanie dziewczyną surfera – ma idealnie ułożone, nieskalane mokrością włosy.
Panowie dumnie prężą swoje klaty godne młodych gniewnych bocianów. Po molo kroczą dorodne brzuchy z sześciopakami piwa.
Jest światowo, w zgodzie z najnowszymi trendami. Moda z łóżka przywędrowała na plażę. Mężczyźni wiedzą, że klasyczne kąpielówki trzeba zastąpić slipami. Mile widziane białe przyciasne lub oversizy.

„Na teren ośrodka ścisły zakaz wstępu osobom nieupoważnionym” - krzyczy znerwicowana tabliczka obgryziona przez rdzę.
Ośrodek wypoczynkowy Czerwony Lew broni się przed gośćmi.

Po mętnej wodzie niesie się szum. To trzcina nuci błogą melodię, to młodzież śle w świat siarczystą polszczyznę.
Tu i ówdzie ktoś podlewa jezioro.
Jest swojsko. Jest dobrze.








sukienka - Preska | torba - bezimienny prezent od mamy | buty - Nike via Domodi | zegarek - Apart Elixa |
manicure - GALATEA

MÓJ CHŁOPAK!


Hej Synuś,

Dziś mijają dokładnie dwa lata odkąd zobaczyłam Cię po raz pierwszy.
Lekarze śmiali się, gdzie w moim brzuchu zmieścił się taki kolos. Brzuch żegnałeś ze stoickim spokojem, nie wyglądało na to żeby świat Cię zdziwił.
Z pozoru byłeś idealny. Ale po chwili okazało się, że Twoje małe serducho nie nadąża za Tobą.
Twoje serducho straciło rytm, moje pękło i naprawdę sądziłam, że utonę w oceanie łez.
Pojechaliśmy więc razem na przymusowe wakacje do szpitala.
A potem było już tylko dobrze i lepiej.

Pamiętam coś jeszcze, dzień w którym okazało się, że wprosiłeś się do mojego brzucha.
Płakałam prawie tak, jak na wieść o Twoim chorym serduchu.
Co tu dużo mówić, wszystko mi popsułeś. Wszystko. Miałam plany, super figurę, poukładane życie no i dwójkę dzieci.
Sądziłam, że nie dam rady, nie wiedziałam gdzie Cię w tym wszystkim umieścić. Po prostu nie było dla Ciebie tam miejsca.
Przez te dziewięć miesięcy wypłakałam oczy. W to że jesteś, uwierzyłam dopiero, kiedy na mnie po raz pierwszy spojrzałeś.
To była miłość dopiero od pierwszego wejrzenia. Przepraszam.

Ty chyba coś czułeś, bo przyszedłeś na świat tak skruszony, że nie śmiałeś się odezwać. Udawałeś, że Cię nie ma. Udawałeś w dzień, udawałeś w nocy, aż w końcu zacząłeś się nieśmiało uśmiechać.

Lolku, jak dobrze, że jesteś. Jak pusty byłby świat bez Ciebie, jak durna byłam bojąc się Ciebie, jak mogłam płakać, zamiast skakać ze szczęścia. Jak mogłam sądzić, że nie dam rady.
Siedzisz tu teraz obok mnie, nie wiesz że piszę list do Ciebie.
Chrupiesz śniadanie i mówisz „oble, ycha, acnego, mjam, mjam”, całość okraszasz tym rozkosznym uśmiechem z jednym dołeczkiem na prawym policzku.
Wiem, że podzielisz się tym śniadaniem z ubraniem i z podłogą, że poskąpisz go brzuchowi.
Jeszcze nie wiem co dziś zepsujesz i ile razy będę musiała zmienić Ci ubranie, ale wiem, że przyjdziesz sto razy, przykleisz się do mnie i powiesz „maaaama”, jakbym właśnie odchodziła na zawsze.

Dziękuję Ci, że jesteś.
Przepraszam, że czasem nie starcza mi siły, że widzisz, jak się złoszczę. Że czasem zupełnie nie rozumiem co mówisz. Że nie pozwalam Ci grzebać w torebce i jeść lekarstw, jak cukierków, że nie nie wolno Ci skakać z balkonu, biegać po ulicy, bawić się żyletką, uciekać z widelcem, jeść niedopałków i pić żrących płynów. Kiedyś zrozumiesz, że kierowały mną miłość i troska.
Wybacz, że wczoraj zostawiłam Cię na pastwę trawie, daleko, dwa metry od siebie i przez ułamek sekundy zakosztowałeś gorzkiego sierocego losu.

Mały, jak dobrze, że jesteś.
Jak dobrze, że sam zdecydowałeś i wprosiłeś się do mojego brzucha. Widać byłeś mądrzejszy.

Sto lat Mój Chłopczyku!











sukienka - Unisono | dżinsowa kamizelka - Sheinside | torebka - Paulina Schaedel

FACEBOOK | INSTAGRAM

RAK MÓZGU

No więc jest diagnoza. Masz raka mózgu. Przerzuty na serce i sumienie. Zignorowałeś pierwsze oznaki i wygląda na to, że teraz jest już za późno.
Zeżarł Cię od środka, właściwie zjadł i wyrzygał. Wyglądasz i jesteś, jak wrzód.
W Twoim ciele, pod skórzaną powłoką, mieszka 50 bilionów komórek. Najwięcej tych znerwicowanych.
W każdej z nich, w zatęchłej cieczy onegdaj będącej serotoniną, tapla się zepsute jądro.
Zżarł Cię rak, całkiem literalnie, właśnie trawi Twój szpik, do samej kości.

Zaczęło się tak niewinnie, sąsiad po prostu kupił samochód. Nie sprzątnął Ci go sprzed nosa. Postawił Ci go przed nosem. Zabolało, jakby przyrżnął Ci nim w twarz.
Gdybyś tylko wtedy wiedział, że brał go na kredyt, że, w imię auta wyrzekł się urlopu, zagranicznych wakacji i sushi.
Boże, jakby Ci wtedy ulżyło, może byś nawet nie zachorował. Ale Bóg nie odpowiedział na Twoje prośby. Po prostu Cię zlał, zostawił na pastwę chorobie.
Zacząłeś więc żarliwie złorzeczyć sąsiadowi.

Ojcze Nasz który jesteś w niebie, niech roztrzaska to auto o najbliższy słup, i zbaw mnie ode złego, amen.

Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.

No dobra. Bozia poskąpiła Ci tego i owego. Dała za mało hajsu, za dużo problemów i dar przewidywania. Tylko z pozoru siedzisz bezczynnie. Intensywnie antycypujesz, do utraty tchu.
Wiesz już to czego ONI jeszcze nie wiedzą – że wszystko przeminie! Uroda, pieniądze, szczęście, sława. Za trzy lata nowy samochód sąsiada to będzie już stary rocznik. To takie ulotne... Nie ma sensu o żadną z tych rzeczy walczyć.
Masz wiedzę Sokratesa i potrzeby Ascety. Wiesz, że wiesz wszystko. Znasz przeszłość i teraźniejszość. Wiesz, czym ta Szmata, ta pożal się Boże gwiazda (Boooooże daj mi się pożalić!) płaci za swoje transakcje, bynajmniej nie kartą, inną częścią ciała... tak zdartą, że nie odczytasz stanu konta, a szkoda, bo chciałbyś.

Jesteś, jak seryjny morderca – z pozoru taki niewinny, zwyczajny, bywasz uprzejmy. Wcale nie masz rogów, jak diabeł, nie nosisz tabliczki ostrzegawczej. Kiedy patrzysz w lustro to sam dajesz się nabrać na swoją ściemę.

Nie jesteś człowiekiem, jesteś denatem.
A teraz idź i rób co chcesz – możesz odmówić Litanię Złorzeczeń Do Szczęśliwego Sąsiada albo po prostu idź i nie grzesz już więcej.

Aha, i jeszcze coś – nie mieszaj w to więcej Boga.



FACEBOOK | INSTAGRAM