wtorek, 16 grudnia 2014



Kochani, obawiam się, że zaczynam być całkiem dorosła. Chyba osierociłam swoje wewnętrzne dziecko.
Musiałam w tym roku trochę pomóc Świętemu Mikołajowi. No dobra całkiem go wyręczyłam. Zaliczyłam przy tym kilka niemal katastrofalnych w skutkach wpadek!
„Skąd Mikołaj miał taki papier na prezenty jak my?!”
„Jeśli to elfy robią prezenty to czemu na pudełku jest cena?!”,
„Dlaczego Mikołaj użył naszych własnych torebek na prezenty?!”
i wreszcie:
„Jak to możliwe, że ja (mama) nie dostałam NIC oprócz dwóch mandarynek, w tym jednej nadgryzionej i nawet niezapakowanych?!”.
Oczywiście nie dałam się złapać. Okazało się, że jestem już tak dorosła, że wybornie kłamię!
Co gorsza, wcale ale to wcale nie zasmucił mnie fakt, że dostałam zaledwie nadgryzionego owca!
A przecież doskonale pamiętam, jak potwornie było mi żal rodziców, że nic nie dostają od Mikołaja. Prawie nie byłam w stanie cieszyć się z własnych prezentów, sądząc, że mama z tatą łkają w poduszki.

Jestem dorosła ergo nie byłam grzeczna! Nie zasłużyłam nawet na rózgę, sama sobie wymierzyłam tę oskubaną mandarynkę.
Jestem tak dorosła, że idąc na clubbing kończę za stołem rozkoszując się kotletem i najedzona wracam do domu. Nie rozumiem już ludzi, którzy przedkładają twardość parkietu nad miękkość łóżka.
Coltrane czy Guetta? No jasne, że Coltrane!

Święty Mikołaju, może w przyszłym roku oddasz mi wewnętrzne dziecko?
W przeciwnym wypadku chyba nie ma dla nas perspektyw.










ZDJĘCIA WYKONANE APARATEM OLYMPUS PEN E-PL7

płaszcz i szalik - Unisono || czapka i sweter - Front Row Shop || spódnica - bezimienna || rękawiczki - lumpeks || botki - Primamoda || torba - Paulina Schaedel

poniedziałek, 1 grudnia 2014



Co tu dużo mówić Moi Drodzy, gdyby nie statyw zapewne nie byłoby mnie by tu dziś z Wami.
Kto by pomyślał, że niepozorny kawałek metalu będzie miał taki znaczny wpływ na moje życie...
Powiadam Wam, szanujcie sprzęty domowe, albowiem nigdy nie wiadomo, kiedy mizerny rondel uczyni z Was Master Chefa!
Kiedy więc otrzymałam propozycję współpracy od firmy OLYMPUS, oczami wyobraźni natychmiast zobaczyłam tytuł tej historii „Miss Ferreira. Od Dziewczyny ze Statywem do Dziewczyny Olympusa”, następnie zaś oprawiłam statyw w ramkę i powiesiłam w najwidoczniejszym miejscu w domu. No dobra, trochę koloryzuję, ale po prostu bardzo się ucieszyłam. Chyba nawet zrobiłam jakąś figurę akrobatyczną oznaczającą dużą radość, a której nigdy nie chcielibyście zobaczyć.
Tak właśnie stałam się Ambasadorką marki Olympus (fikołek).

Aparat, który widzicie na zdjęciach to Olympus PEN E-PL7. Już na pierwszy rzut oka widać, że doskonale komponuje się z szarym płaszczem i szalem w kratę. Jednak jest to aparat wielofunkcyjny i równie dobrze wygląda zestawiony z różowym swetrem czy małą czarną (sprawdzałam!)
Jako typowa baba, dla której podstawowym parametrem przy wyborze sprzętu elektronicznego jest kolor, nie posiadam się z radości!
Kiedy sądziłam, że nie mogę cieszyć się już bardziej, okazało się, że czas wymyślić coś bardziej efektownego niż fikołek z przytupem, bo PEN robi świetne zdjęcia w szczególności przy okropnej pogodzie, kiedy brak dobrego światła.
Zrozumiałam więc, że to nie wygląd jest najważniejszy!

Fikołek z przytupem uzupełniłam o przysiad i wtedy okazało się, że w najbliższą środę Olympus zabiera mnie do Wiednia na świąteczną imprezę. Jak słowo daję, zaraz zrobię gwiazdę!

Pozdrawiam Was!
Sara

(ps Pierwsze zdjęcia robione PENem, możecie zobaczyć tu, tu oraz tu)










płaszcz - Mosquito
dżinsy - Unisono
botki - Tamaris
szalik - F&F
rękawiczki - lumpeks
torba - Bel Correa (moja teściowa!)

czwartek, 20 listopada 2014



- Mamo, czy jutro zawsze jest jutro?

***
Marynia: Mamy listopad.
Lolek: Ja nie mam.

***
Ja: Wyglądam strasznie.
Majkel: Na pewno nie gorzej niż ja.

***
Wybieram dziewczynkom ubrania na jutro do przedszkola.
- Maryniu, chcesz iść w tej białej bluzeczce?
- Bardzo bym chciała, ale obawiam się, że jutro na obiad mogą być buraki.

***
Jesteśmy na spacerze. Nagle z przydrożnego krzewu wylatuje chmara gołębi. Zbynio z lekką pogardą mówi:
- No tak, wiadomo było, że na widok mojego naszyjnika zlecą się wszystkie okoliczne sroki.

***
W warzywniaku, pani pyta Zbynia:
- A jak ty masz dziewczynko na imię?
- Marynia, bo mój tata jest z Brazylii.

***
Ąfel do Lolka:
- Ojej, rozjechany ślimaczek... Zobacz jaki smutny.

***
Zbynio:
- Po co Bóg stworzył Putina?

***
- Maryniu, chodź na kolację!
- Nie mogę!! Jestem łazience, próbuję zmyć próchnicę z zęba!

***
Supermarket, na ziemi ląduje wielka dynia.
Lolek: Mamo! Jabłuszko spadło na ziemię!
Ja: Synku, to nie jabłuszko to dynia!
Lolek: Dynia?! Ale wysoka!

***
- Lolek, co ty robisz w Maryni pokoju?!
- Bałagan.

***
Ąfel: Mamo, a prawda, że jak ktoś jest gruby to nie można przezywać go "grubas"?
Ja: Prawda.
Ąfel: No właśnie, ja mam w przedszkolu taką grubą koleżankę, ale żeby nie robić jej przykrości mówię do niej po prostu "Kasiu".

***
Zbynio:
- Mamo, czym mogę się umyć? Tym mydłem "Biały Łosoś" mogę?!

***
Majkel:
- Jak widzę Enrique Iglesiasa to tęsknię za Rickym Martinem.

ps Sprzedaję aparat, którym robiłam większość zdjęć na bloga, szczegóły tu.





Manicure wykonany przez Ewelinę z Galatei



ZDJĘCIA WYKONANE APARATEM OLYMPUS PEN E-PL7

płaszcz, spodnie - Unisono | torba Gino Rossi | buty - Tamaris | sweter - Front Row Shop | zegarek - Daniel Wellington

piątek, 14 listopada 2014




Dziś mam dla Was garść ciekawych i nikomu do niczego niepotrzebnych informacji. Sama uwielbiam czytać takie wpisy, więc wybaczcie!

1. Mam czwórkę rodzeństwa – trzech braci i siostrę.
2. Uwielbiam wszelkie chemiczne zapachy – lakiery, farby etc. Przechodząc obok stacji benzynowej potrafię zakraść się do dystrybutora z benzyną sztachnąć i uciec.
3. Panicznie boję się latania. W trakcie lotu do Brazyli przez okrągłe 12 godzin jestem przekonana, że właśnie umieram.
4. Jestem bardzo silna, jako nastolatka bez problemu potrafiłam przerzucić tonę węgla do piwnicy babci i to w bardzo krótkim czasie.
5. Oblałam próbną maturę z polskiego – wypracowanie. (Rodzice, nie mówiłam Wam wcześnie bo nie chciałam Was martwić, a wyszłam na ludzi przecież).
6. Zdawałam do krakowskiej PWST pod okiem Krzysztofa Globisza. Oczywiście nie dostałam się i pogrzebałam na wieki swój talent aktorski.
7. Przez wiele lat grałam w lubelskim teatrze Panopticum.
8. Mam astmę.
9. Uwielbiam pietruszkę, potrafię zjeść bukiet natki za jednym zamachem.
10. Nie toleruję niepunktualności – nie spóźniam się, czyjeś spóźnialstwo doprowadza mnie do szału.
11. Zagrałam epizodyczną rolę w amerykańskiej produkcji The Aryan Couple, wcieliłam się w rolę SSmanki. Nigdy nie obejrzałam tego filmu! (Nie wiem czemu.)
12. Nie wierzę w horoskopy, nie wiem spod jakich znaków są moje dzieci.
13. Uwielbiam czytać kryminały i oglądać dobre thrillery.
14. Kocham Przyjaciół. Znam na pamięć większość dialogów i straciłam już nadzieję, że powstanie równie śmieszny serial.
15. Nie znoszę natomiast Seksu w wielkim mieście. Zawsze wydawało mi się, że bohaterki są koszmarnie ubrane...
16. Nienawidzę, kiedy ludzie opowiadają swoje sny.
17. Totalnie nie mam ręki do roślin doniczkowych – zioła hoduję od razu suszone.
18. Bardziej niż porodu boję się wizyty u dentysty. Po urodzeniu trójki dzieci nic się w tej kwestii nie zmieniło.
19. Nic nie potrafi wyprowadzić mnie z równowagi tak, jak przywierający do patelni naleśnik.
20. Robię obłędnie dobrą zupę pomidorową.

ps Zasypujecie mnie pytaniami o zupę, przepis opublikowałam przed momentem na Facebooku, kliknijcie TU.









ZDJĘCIA WYKONANE APARATEM OLYMPUS PEN E-PL7

płaszcz i dżinsy - Unisono | szalik - Stradivarius | torba - Paulina Schaedel (barocco, caffee late) | buty - Tamaris | zegarek - Daniel Wellington

Manicure wykonany przez Ewelinę z Galatei

środa, 12 listopada 2014



Kiedyś powiedziałam Wam, że macierzyństwo to nieustająca chęć podpalenia się i wyskoczenia przez okno, przed realizacją której powstrzymuje cię widmo tęsknoty za dziećmi.
Nadal podtrzymuję tę definicję. Nie ma w przyrodzie drugiego tak słodko gorzkiego duetu.
Kiedy tylko zdenerwuję się na dzieci i zapełnię nimi kąty w domu, natychmiast mi ich żal i chcę je przytulić! Kiedy tylko zasną (czasem czekam na to cały dzień), patrzę na ich spokojne buźki i mam ochotę obudzić je i powiedzieć jak bardzo je kocham. Kiedy Lolek przynosi moje połamane raybany, chcę go uszczypnąć i wyściskać jednocześnie.
Są chwile, kiedy marzę żeby zamknąć to moje trio w klatce, po minucie jestem już z nimi w tej klatce, po dwóch żałuję swojej decyzji i tak w kółko!
Drodzy Państwo, tak w skrócie wygląda sromotny słodki los macierzyński.

Jesień i zimę sprzed dwóch lat wspominam, jako najcięższy okres w moim życiu.
Właśnie urodził się Lolek, a Marynia poszła do przedszkola. Przyniosła z niego mnóstwo wrażeń i taką ilość zarazków, że starczyłoby dla całego globu.
Myślałam, że oszaleję. Moje dziecko, dotychczas okaz zdrowia, nie przestawało chorować. Czego Zbynio nie dochorował, dokończył po nim Ąfel, czego Ąfel nie dochorował odchorwał Lolek. Kiedy już pochorowali, Zbynio przynosił z przedszkola świeżą dawkę bakcyli. I znowu – czego Zbynio nie dochorował, dokończył Ąfel... itd.
Pamiętam, jak łapczywie chwytałam sekundy niespokojnego snu, po to tylko żeby z błogich objęć Morfeusza wyrwała mnie kolejna erupcja kaszlowego wulkanu.
Nie sądziłam, że można płakać ze zmęczenia, nie przypuszczałam, że moim obsesyjnym marzeniem stanie się kilka godzin nieprzerwanego snu.

Kiedy skończyła się zima, a wraz z nią kaszlowy pomór, postanowiłam NIGDY WIĘCEJ!!
Przekopałam internet, przepytałam lekarzy. Nieufnie podchodzę do wszelkich dodatkowych szczepionek, nienawidzę faszerować siebie i dzieci chemią, tą pochodzenia farmaceutycznego już całkiem.
Być może się zdziwicie, ale postawiłam na syrop z czosnku, syrop z cebuli i tran.
Zaczęłam dzieciom podawać wszystko jeszcze w sierpniu żeby wzmocnić ich odporność.
Byłam tak zachwycona efektami, że obdzwaniałam koleżanki, informując o moim odkryciu.
W mojej lodówce może nie być nic do jedzenia, ale zawsze znajdziecie: światło, syrop z cebuli, syrop z czosnku i tran.

Syrop z cebuli (robię go wg TEGO przepisu) – działa bakteriobójczo i przeciwinfekcyjnie, wspomaga układ immunologiczny, ma zbawienny wpływ na drogi oddechowe.

Syrop z czosnku (przepis TU) – jest naturalnym antybiotykiem, działa wirusobójczo, bakteriobójczo i grzybobójczo.

Tran – tłuszcz otrzymywany z ryb i ssaków morskich. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy A,D i E. Wspomaga pracę mózgu, prawidłowy wzrost, rozwój kości i odporność.

Nie wyobrażam sobie sezonu jesienno-zimowego bez tego trio.
Teraz jest też dostępny nowy tran od marki Vibovit – to olej z wątroby dorsza o przyjemnym cytrynowym smaku dla dzieci od trzeciego roku życia.
Wy też możecie wypróbować Vibovit Tran Norweski - 30 pierwszych osób, które wypełni formularz w APLIKACJI DOSTĘPNEJ TU otrzyma butelkę tranu.

Jestem ciekawa czy Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na wzmocnienie odporności?




*Wpis sponsorowany, powstał przy współpracy z marką Vibovit.